Strona główna

Szkolenie szczeniaka.

Jestem na drodze do pokochania tej rasy.. Szkoląc Kaję, powoli zauważam, niezwykłe wręcz, wrodzone, możliwości myśliwskie tej rasy (także mojej suni). Być może, z czasem swego psiaka pokocham.. Miłość do moich psów rodzi się u mnie z przywiązania. Ale w przypadku, gdyby moja suka nie nadawała sie na psa myśliwskiego, oddałbym ją w inne dobre ręce (bratu i bratowej), bez specjalnego żalu.. (np.panicznie bałaby się strzałów). Ale na szczęście Kaja obroniła się we wszystkich "krytycznych" testach (łącznie z testami jej "dzielności łowieckiej", o czym napiszę oddzielnie) i już ze mną pozostanie, do końca mojego (lub jej) życia. Bo jest takm psem, jakiego chcę mieć.. Jako były myśliwy "swoją fuzję, psa i żonę" traktuję podobnie..(to oczywiście żart...bo fuzję już sprzedałem). To pies musi spełnić moje oczekiwania, a nie na odwrót. Jeśli to nie może być możliwe, to adieu, trzeba sie rozstać.. Jak to napisał C.Marchwicki: "życie jest za krótkie aby polować z kiepskim psem". Ale gdy już po wspólnej, dłuuugiej i trudnej pracy, osiągniemy swój cel, wtedy już mój psiak (sunia), będzie dla mnie niezastąpionym i ukochanym druhem (przyjacielem), podobnie do nieodżałowanego Foksia, z którym spędziłem setki godzin na wędrówkach i łowach. Będzie na zawsze "moim cieniem", ułożonym przeze mnie - dla mnie.. Za takiego psa - druha, "skoczyłbym w ogień" jak za kimś bardzo bliskim, bez chwili zawahania, gdyż jest dla mnie rzeczywiście kimś bliskim...
---------------------------------------

Dla mnie (na etapie szkolenia szczeniaka) nie są istotne "salonowe" maniery Kaji i dlatego wśród członków rodziny ma opinię psa nieposłusznego i rozpuszczonego przez pańcia. Bo nie podaje łapy, nie prosi o smaczki, nie daje głosu, nie pada na "zdechł pies" i nie wykonuje wielu jeszcze czynności będących (w opinii członków mojej rodziny) dowodem własciwego wyszkolenia psa. Kaja na ich komendy nie reaguje, skacze na przywitanie, ślini przy powitaniu, wszędzie zostawia sierść, liże wnuka po buzi, zjada smakołyki które mu dziecko daje, pierdzi w salonie, chrapie w nocy, zjada gówienko z pieluch wnuka, "capi" psem, itd. Listę tego typu "zarzutów" mógłbym mnożyć bez końca... A mnie to tylko bawi..., bo ja znam inną Kaję, która na moje polecenie potrafi wykonać każdą potrzebną mi komendę - także popularne: siad, waruj, zostań, siad-zostań, do mnie, równaj, przynieś (coś), szukaj (czegoś), daj (coś), chodzi pięknie na luźnej smyczy, świetnie węszy wiatrem górnym, znajduje trudne aporty, w wysokiej trawie, znajduje, wśród wielu, właściwy aport (węchem) w wodzie, zaczyna tropić wiatrem dolnym oraz w każdych warunkach do mnie wraca na gwizdek. Na tym etapie (10 miesięcy) mnie to zadawala... A to jest najważniejsze... Na wszystko przyjdzie czas.
---------------------------------------

Zdecydowanie rezygnuję ze szkolenia "klikerowego", które jest dobre w przypadku szkolenia psa "domowego" (salonowego) a zupełnie nie nadaje się do układania psa pracującego "w terenie", wykonującego większość swej "pracy" w znacznej czasami odleglości od pana. Gdy pies musi "pracować" wśród wielu rozpraszających bodźców i zapachów.
---------------------------------------

Założenia (cele) szkolenia szczeniaka.
Wiekiem szczenięcym (w szkoleniu) nazywam okres czasu miedzy przybyciem psiaka do nowego domu (2 mies.) do ukończenia 5 miesięcy życia. W okresie tym nie nauczy się psiaka żadnych pożądanych w dorosłym życiu rzeczy i zachowań, niemniej jednak można od małego wpajać pieskowi pewne reguły, które będą obowiązywały do końca jego życia.
Ponieważ moje szkolenie Kaji, w dużym stopniu ma uczynić z niej psa myśliwskiego, to wydawanie komend gwizdkiem (oprócz głosu) było dla mnie rzeczą wręcz oczywistą. Pies myśliwski z reguły pracuje w pewnym oddaleniu od swego pana i w warunkach różnych silnych rozproszeń. Nie stosuję także w szkoleniu (ze względów oczywistych) nagradzania psa "smaczkami" w czasie szkolenia "na polu", jako nagrody używam jedynie pochwał i (w mojej bliskości) głasków. Nigdy natomiast (poza kilkoma próbami) nie stosowałem w szkoleniu klikera z "intuicyjną" metodą szkolenia psa! Mój typ szkolenia można określić jako posłusznościowy: wydając komendy muszę psu "wyjaśnić" o co mi chodzi i skłonić go do ich wykonania.
Nie oczekuję od psa, w trakcie szkolenia, jakiejkolwiek inwencji, jedynie gotowości do pracy i posłuszeństwa. Natomiast chętnie akceptuję inwencję psa w trakcie zabaw, których Kaji nie żałuję..

Są trzy tematy, które uważam za kluczowe (najważniejsze) przy szkoleniu szczenięcia - labradora:
1.Posłuszenstwo.
2.Przywołanie.
3.Aportowanie.

Odpowiednio wczesne i dokładne przeprowadzenie szkolenia szczeniaka w tych tematach, pozwala później na dalsze łatwe osiąganie pozytywnych wyników w nastepnych "dorosłych" już etapach szkolenia. Gdy szkolenie psiaka rozpocznie się w wieku "dorosłym", należy zachować taką samą kolejność szkolenia, gdyż bez tych podstaw, szkolić będzie bardzo, bardzo trudno.

Posłuszeństwo ogólne
Od pierwszych chwil pobytu psiaka w nowym domu, należy zacząć pracować nad pieskiem, w kierunku wyrobienia u niego odruchu posłuszeństwa - rezynacji ze swoich działań na wezwanie pańcia (panci). Szczeniak musi się przyzwyczaić, że nie może robić co chce (bez żadnych ograniczeń) i musi się podporządkować swemu panu. Trzeba przy tym postępować konsekwentnie, gdyż tylko takie działanie może dać pozytywne wyniki. Jak nauczyć psiaka - szczeniaczka posłuszeństwa? Jest taki żywiołowy i uparty, że wydaje się to niemożliwe. A jednak...
Najlepszą metodą postępowania z pieskiem jest tzw. metoda łagodnej perswazji (w przypadkach szczególnych - metoda skutecznej perswazji). Obie metody różnią się tylko sposobem przekazywania szczeniakowi informacji o braku akceptacji jego aktualnego zachowania. Od charakteru psa zależy jej wybór. Decydowałem się na wzięcie suni dominującej, o "silnym" charakterze, gdyż są to z reguły pieski zdrowe, silne i łatwiejsze w szkoleniu (bezproblemowe). Pozwalają na użycie przy szkoleniu wszelkich instrumentów: zarówno pochwał jak i kar, choiaż ja "kar" (tzw."bodźców negatywnych") staram sie używać rzadko, tylko w przypadkach, gdy jestem pewien "świadomego" ignorowania moich komend przez sunię. Dobrze (dla późniejszego szkolenia) jest rozpocząć od szlifowania tzw. komendy "stopującej", która "usadza" psa na miejscu i kieruje jego uwagę na pańcia. Taką komendą moze być np."siad" lub np."stój".. Szczeniak zwykle trudno się uczy absolutnego wykonania tej komendy, ale naprawdę warto poświęcić (np. tydzień lub miesiąc) na "maniakalne", uporczywe, ćwiczenia, gdyż owocuje to potem łatwością całego procesu szkolenia psa, już do końca jego życia!!!
Z używania tej komendy jako "stopującej" psa, z czasem, po skutecznym opanowaniu komendy przywołania głosem i gwizdkiem, można zrezygnować.
Nauczenie szczeniaka komendy "Siad" jest banalnie proste (np. przed podaniem miski z jedzeniem), ale już nauczenie psa wykonywania siadu w dowolnym momencie i w trakcie różnych wykonywanych przez psa czynności, jest znacznie trudniejsze. Trzeba bowiem zapanować nad psimi emocjami! Należy od początku wydawać komendy energicznie i zdecydowanie, głosem nie znoszącym sprzeciwu, i konsekwentnie (zawsze) doprowadzać do jej wykonania, używając potrzebnych i wystarczających środków. Nakazywalem Kaji siad w czasie, gdy goniła za piłką w domu, gdy gryzła kość, gdy piła wodę, oraz w czasie innych przypadkowo wykonywanych przez nią czynności.. Za każdym razem Kaja musiała tą komendę wykonać, albo jej w tym "pomagałem", gdy wykonanie nie było dość szybkie.. Po dwóch miesiącach "upierdliwej" pracy z Kają (Kaja miała 4 miesiące), osiągnąłem wreszcie swój cel: Kaja siadała w dowolnym momencie, równiez na dźwięk gwizdka (pojedynczy, krótki gwizd). Pragnę zaznaczyć, że za każde szybkie wykonanie komendy Kaja w domu dostawała w nagrodę pochwały, głaski i czasem smaczka. Komenda "Siad" kasowana była komendą "Biegaj". Dopóki ona nie padła Kaja powinna była siedzieć! Za wykonanie komendy"pod przymusem", dostawała zaś reprymendę głosową (besztanie). Od piątego mieiąca mogłem już zacząć szkolenie "posłuznościowe" Kaji "na polu". Tu juz gwizdek był nieodzowny. Najpierw usadzałem Kaję na krótkich odległościach (na smyczy 3m), potem na smyczy 10m (otoku) a od siódmego miesiąca bez smyczy!! Teraz mogłem już stwierdzić: Kaja jest psem posłusznym!!
Przywołanie
Opanowanie komendy przywołania psa, szczególnie "emocjonalnego" labradora, (głosem i gwizdkiem), jest w moim przekonaniu, dla zapewnienia psu bezpieczeństwa, sprawą wręcz kluczową. Ta komenda może go uchronić przed kalectwem lub nawet przed śmiercią.. Wykonania tej komendy zaczyna sie uczyć pieska od 3 miesiąca życia. Techniki są różne, ale w początkowych tygodniach najlepiej jest przywoływać pieska do siebie dając w nagrodę smaczki (najlepiej z drugiego pokoju). Zaczynać można od komendy głosowej np. "Kaja, chodź tu!!". Po pewnym czasie, gdy pies już zacznie ją wykonywać, można do głosu dodawać dwa krótkie sygnały gwizdkiem. Ważne jest używanie w komendzie głosowej imienia psa. Pozwoli to w przyszłości uniknąć nieporozumień, gdy ktoś będzie wołał swego psa. Mój pies jej nie wykona... Nagrodą za szybkie przyjście może być (szczególnie wskazana) zabawa - aportowanie itp. Zalecam (ze swojej praktyki) używanie plastykowego myśliwskiego gwizdka firmy Billik, który jest "w typie" myśliwskiego gwizdka ACME. Doskonale sprawdza sie w lecie i w zimie, ma czysty dźwięk, skutecznie działający na psa. I mimo że gwizdki mają "podobne" tony, psy z łatwością reagują tylko na "ten nasz". Ćwiczenia przywołania należy wykonywać kilkanascie razy dziennie (z dłuższymi przerwami), aby uniknąć "znudzenia" malucha "tą zabawą". Po uzyskaniu 100% skuteczności komendy w domu, należy szkolenie przenieść "na pole". Zalecam najpierw wykonywanie jej na smyczy (otoku) 10m , aby zachować nad psem pełną kontrolę. Następnie należy ćwiczyć bez smyczy na krótkie dystanse, by zakończyć naukę przywołania psa z dużej odległości (tylko gwizdkiem). W przypadku Kaji, już w wieku 7 miesięcy przybiegała do mnie bezbłędnie, w sytuacjach silnych rozproszeń!

Aportowanie
Aportowanie postrzałków, jest czynnością właściwą (przyrodzoną, wrodzoną) dla rasy Labrador Retriever. Znaczy to, że kolejne pokolenia tych psów były selekcjonowane pod kątem posiadania wrodzonej umiejętności i wrodzonej "miłości" do pracy z aportami. Tak działo się dotąd, dopóki nie odkryto, że labradory ze swoją łagodnością i umiłowaniem człowieka, są dobrymi kandydatami na psy "rodzinne". I nie miało tu znaczenia, że z racji swych potrzeb psychicznych i fizycznych, psy te potrzebują opiekunów mogących poświęcić im bardzo dużą ilość czasu na pracę i zabawę ruchową w terenie, że rasa ta powoli "degeneruje" się i zatraca stopniowo swe "wrodzone" umiejętności i cechy! Dzieje się tak z powodu zaniechania wybierania do hodowli psów tej rasy, ze względu na posiadanie cech myśliwskich. Obecnie na konkursach cechy te są calkowicie pomijane, a zwraca sie uwagę jedynie na eksteriery wystawianych osobników. W rezultacie taka polityka m.in. Związku Kynologicznego w Polsce, doprowadziła do powstania dwóch "podras" tego psa. Wystawowego (dużego i ciężkiego, o "limfatycznej budowie") i lżejszego (o mniejszej, szczupłej głowie i "wydłużonej" sylwetce) oraz sprawniejszego fiżycznie, psa "użytkowego". Kaja należy do tej drugiej grupy. Odziedziczyła wszystkie cechy "myśliwskie" po przodkach, jest łatwa w szkoleniu i bardzo posłuszna..
----------------
Aportowanie jest tak ważnym elementem życia labradora, że już od pierwszych chwil przebywania pupila w nowym domu, należy bardzo uważać aby nieodpowiedzialnymi zabawami nie "zabić" w psiaku tej dziedziczonej "w rasie" skłonności. Już od pierwszego rzutu "wybraną" np. piłeczką w 3 miesiącu życia, należy oczekiwać od psa powrotu z uchwyconą zabawką do pańcia.. Gdy pies ma aportowanie "wrodzone", to piłeczkę przyniesie. Oczywiśie nie odda, będzie chciał się nią z pańciem bawić.. Dobrze jest jest mieć dwie takie same piłeczki, jedną schowaną, drugą rzucić pieskowi. Gdy przybiegnie ze "zdobyczą", trochę się z nim pobawić w jej "zabieranie", by następnie wyjąć drugą i ostentacyjnie psa nakręcać na następny rzut drugą piłeczką. Prawie na pewno pies natychmiast straci zainteresowanie trzymaną w pyszczku piłeczką i ją wypuści. Wtedy wymachując drugą piłeczką, pierwszą trzeba niepostrzeżenie schować. Może nastąpić powtórny rzut. Ważną rzeczą jest aby nie pokazywać drugiej piłeczki przed powrotem z pierwszą, gdyż wtedy traci sens to ćwiczenie: pies wypuści piłeczkę przed powrotem... Powrót z piłeczką do pańcia jest kardynalną zasadą obowiązującą w nauce aportu i wzmacnianiu miłości szczeniaka labradorka do aportowania. W chwili, gdy pies nie wróci z rzuconą piłeczką do pańcia, zabawę należy przerwać i pieska nagrodzić (za całokształt działań) smaczkiem. W pierwszych dniach taka zabawa z aportem powinna być jedyną zabawą psiaka z pańciem. Piłeczki powinny być schowane po zakończeniu tej zabawy. Do innych zabaw należy psu dawać odpowiednie dla wieku inne zabawki np. gryzaki. Z reguły, gdy pańcio podejdzie do pieska z piłeczką, wywoła w nim szaloną radość, poprzez zapowiedż rzutów piłeczki..
Tak rośnie miłość labka do aportów, co trzeba w nim rozwijać do konca jego życia! Na bazie tej miłości można zbudować całe szkolenie pieska!
Gdy szczeniak już będzie dobrze przynosił piłeczki w domu, należy na pierwszych spacerach, nauczyć go przynoszenia aportów (piłeczek lub lepiej pałek z gumy, ewentualnie patyków) na dworze, stosując tak same zasady. Robić tak należy codziennie (na wszystkich spacerach), aż do zmęczenia pieska. Półroczny szczeniak może już przynośić kilkadziesiąt "utrudnionych" aportów dziennie i jednocześnie może być szkolony dodatkowo w innych tematach. Patrz zakładka "Szkolenie psa" - Aporty.

Początek strony ___ Strona główna

Stronę opracował ZBB. kontakt: bolzbi@interia.pl
Wszelkie przedruki i wykorzystanie materiałów z tej strony zabronione!